Problemy żywieniowe- jak w nie wpadłam

By Paulina Szlagowska - 10/14/2016


Przyznaj się sama przed sobą ile razy spoglądałaś na siebie w lustrze i marudziłaś, że nie masz idealnej, wymarzonej figury. A teraz pomyśl ile razy mogłaś się postarać to zmienić, a tego nie zrobiłaś? Ano właśnie. 

Wielokrotnie pytano mnie w jaki sposób tak dużo schudłam. Postanowiłam, że napiszę o tym posta, że będzie on dobrą przerwą od ciągłych przemyśleń. Ta opowieść nie jest do końca pozytywna, ale zachęcam do przeczytania jej.

Moja historia jest bardzo zbliżona do powyższych paru zdań. Byłam zwykłą piętnastolatką, która od zawsze miała nadwagę (ba, była nawet otyła!), która zawsze z tego powodu miała wielkie nieprzyjemności, czy to na osiedlu, czy to w szkole. Zawsze miałam kompleksy, zawsze się siebie wstydziłam, ale nigdy nie umiałam przejść na dietę, a jak przechodziłam, trzymałam się jej nie dłużej niż tydzień. Pewnego dnia wszystko się zmieniło. 

W maju ubiegłego roku do naszej szkoły przyjechały panie z programu "6,10,14 dla zdrowia". Jest to program dla osób z nadwagą czy otyłością. Zostałam dokładnie zmierzona, zważona, została sprawdzona moja kondycja... Oczywiście domyślacie się, jak to wszystko wyglądało, dosyć nieciekawie. Zakwalifikowałam się do tego programu. Byłam na granicy siatki centylowej, byłam bardzo otyła, miałam ponad 21 kg nadwagi. Program obejmował dwunastomiesięczną opiekę czterech lekarzy: speca od aktywności fizycznej, psychologa, pediatry i dietetyka. Lekarze mnie jeszcze raz dokładnie zbadali, pani dietetyk ułożyła mi dietę, otrzymałam odpowiednie wsparcie od psychologa (a przede wszystkim, od rodziny). Trzymałam się ułożonej diety, regularnie ćwiczyłam, wszystko było zdrowe i normalne. Na pierwszej wizycie dostałam takiego wielkiego kopa, poczułam przypływ motywacji, chęci. Chciałam wszystkim dookoła udowodnić, że potrafię. Dałam z siebie wszystko, następna wizyta miała być we wrześniu. W ciągu trzech miesięcy udało mi się zgubić 8 kg. Byłam z siebie bardzo dumna. Z czasem zapragnęłam udowadniać innym, że dam radę, że osiągnę swój cel. Do kolejnej wizyty udało mi się zgubić kolejne kilogramy. Z wizyty na wizytę ważyłam coraz mniej, zawsze z siebie byłam dumna. Z czasem moje wyniki przestały mnie satysfakcjonować, jak to było na ostatniej wizycie (w lipcu). Moja dieta osiągnęła wtedy poziom zenitalny. 

Z racji tego, że pracowałam, nie miałam dostępu do takich domowych obiadów, tylko do tego, co sama sobie do tej pracy przyniosłam (ewentualnie stamtąd kupiłam). Dostałam kompletnego świra, zaczęłam się panicznie bać, że przytyję. Traciłam ochotę na jedzenie, z czasem zaczęłam jeść coraz mniej. Moja dieta, ze zdrowej i zbilansowanej, zeszła na pozbawioną wszelkich substancji odżywczych, witamin. W pracy potrafiłam zjeść 2 paczki wafli ryżowych i wypić jogurt, a po pracy pójść jeszcze biegać. Moja dieta ewoluowała, wpadłam w jeszcze większą obsesję i w ten sposób z dwóch paczek dziennie zeszłam na jedną. I to mi starczało, nie czułam potrzeby jedzenia niczego więcej. Wielokrotnie czułam się przez to źle, nie miałam siły, by wstać z łóżka, by iść do pracy. Straciłam siłę na wszystko. Gdy skończył się sezon owocowy, zaczęłam biegać. Zaczęło się niewinnie, najpierw kilometr, później dwa, skończyło się na dziesięciu. Nie potrafiłam zjeść niczego innego niż wafle. Po jakimkolwiek innym pożywieniu było mi niedobrze, czułam wielkie wyrzuty sumienia. Gdy zjadłam coś "złego" od razu szłam na trening i biegłam kolejne dystanse, pokonując samą siebie i wszelkie granice. Dzięki temu nabawiłam się kontuzji kolana, z którą walczę do dzisiaj. Aczkolwiek nie przeszkadzała mi ona w w trenowaniu. Zapisałam się na siłownię. Ilekroć chciałam spędzić na niej "troszkę" więcej czasu, moje kolano dawało się już we znaki i to był sygnał, że czas kończyć. Tak naprawdę tylko dlatego kończyłam, nie chciałam czuć tego bólu. Następnego dnia znowu szłam i tak w kółko. Wafle-siłownia-wafle-siłownia. Nie wiedziałam, że siedzę po uszy w chorobie. Wyrzekałam się tego. Sądziłam, że to niemożliwe, przecież jadłam tylko "trochę" mniej, dodałam "trochę" więcej aktywności fizycznej, a żadnej Pro Any nie czytałam... A jednak.

Zaczął się rok szkolny. Oczywiście domyślacie się, że na 8 godzin w szkole brałam tylko wafle i wodę (no, gumy do żucia też, one czasami pomagały mi zapomnieć o tym, że jestem głodna). Kilka razy zdarzało się, że częstowałam nimi moją klasę, ale nigdy mi to nie przeszkadzało. Lubiłam uczucie, że komuś się pomogło. Cały wrzesień jadłam śniadanie, wafle, obiad i tyle. Nic więcej. Moja dieta to było maksymalnie 1000 kcal. Z każdym dniem traciłam siłę, bo niewiele jadłam i spałam coraz mniej (życie biol-chema ;-;). Uświadomiłam sobie, jak wielką głupotę zrobiłam, około dwa tygodnie temu, niosąc obiad, gdy z nim zasłabłam i niewiele zabrakło mi do omdlenia. Wtedy zaczęłam mieć prześwity, że robię sobie krzywdę, ale wtedy jeszcze to zignorowałam. Olśnienia dostałam, gdy któregoś dnia mama przyniosła do pokoju ciastka, a ja zjadłam dwa i... zaczęłam płakać. Ogarnęła mnie fala wyrzutów sumienia, poczucia beznadziejności, czułam, że zawaliłam, bo to zjadłam. Płakałam nad tym półtorej godziny, aż sobie uświadomiłam, że ze mną jest naprawdę źle, skoro czuję takie wyrzuty sumienia, że niewiele mi brakuje do zwrócenia tych ciastek. Tamtego dnia postanowiłam, że to koniec z waflami, że trzeba wrócić do zdrowej i zbilansowanej diety. Jak postanowiłam, tak zrobiłam.

Od około dwóch tygodni jem normalnie, codziennie trenuję, wyrzuty sumienia odczuwam coraz rzadziej. Z konsekwencjami po moich starych nawykach żywieniowych dalej się borykam, ale jestem na dobrej drodze, by je zwalczyć. Uważajcie, jak się odchudzacie, ponieważ skutki tego mogą być nieprzewidziane. Chcę wam wszystkim życzyć dużo zdrowia oraz żebyście nigdy nie wpadli w takie bagno jak ja. Trzymajcie się!



  • Share:

You Might Also Like

12 komentarze

  1. Cudownie, że udaje ci się trzymać swoich postanowień, niestety wiem, jak to jest w życiu ucznia (sama wybrałam Technikum Łączności, w którym jest niewyobrażalna ilość materiału do przerobienia). Niemniej jednak staram się unormować dietę.
    Trzymam kciuki, powodzenia!
    Aldrazek

    https://aldrazek.blogspot.com/2016/09/short-journey-to-capital-city.html

    OdpowiedzUsuń
  2. gratulacje! miałam podobny problem i bardzo mi pomogłaś! dziękuję:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo mi pomogłaś, borykałam się z podobnym problemem od dłuższego czasu. Dziękuję i gratuluje wytrwałości i tego jak wiele już osiągnęłaś!

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo Cię podziwiam, super :)

    OdpowiedzUsuń

  5. Hej piekny blog. Nawet bardzo piekny blog. Podoba mi sie Twój blog dla tego zostawiam wlasnie specjalnie dla Ciebie poradnik jak darmowo zyskac linki do swego bloga czyli takze ruch bo o to w promowaniu Chodzi

    Darmowe Linki

    OdpowiedzUsuń
  6. Podziwiam cię, że sama się do tego zmotywowałaś i sama dałaś sobie radę. Serio gratuluje ci i podziwiam :)

    annacecyliaa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Wielki ukłon dla Ciebie - wielu ludzi których spotyka coś takiego boi się o tym mówić, a Ty się tutaj otwarłaś, to się ceni. To przykre, że spotkało Cię coś takiego, zwłaszcza, że wynikało początkowo z pomocy... Cieszę się, że wszystko wraca do normy, oby tak dalej! Życzę Ci powodzenia i mocno trzymam za Ciebie kciuki. :)
    Patrząc na zdjęcia muszę dodać, że wyglądasz bardzo dobrze! :)
    Pozdrawiam :)

    ab-photographs.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Super, że postanowiłaś się z tym podzielić na blogu!
    Wiele przeszłaś, trzymam kciuki za ciebie!

    http://live-telepathically.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Jakbym czytała swoją historię. Zawsze byłam większa od swoich rówieśników - w podstawówce i gimnazjum ponad głowę wyższa, a w liceum ok 20 kilogramów cięższa. I tak sobie żyłam, aż któregoś dnia powiedziałam :dość! Zaczęłam mniej jeść, poszłam na siłownię i z 80 kilogramów schudłam do 64-63. Chwilę się pocieszyłam sukcesem, a później pomyślałam, że mogę więcej jedząc mniej - Moja dieta skurczyła się do jednego serka wiejskiego i paczki bake rollsow dziennie. I tak sobie żyłam i chudłam - obiłam do 50. Nie miałam siły wstać z łóżka, włosy wychodziły garściami i krew leciała z nosa...
    Zamknęłam się w czterech ścianach... Zaraz miałam zacząć studia i nowy etap w swoim Zychu a byłam strzępkiem człowieka i gdyby nie pomoc najbliższych nie wiem, jakby sie to skończyło.

    Pozdrawiam,
    normxcore

    OdpowiedzUsuń
  10. Wow! Wpadłam przypadkiem na twojego bloga i jest świetny! Strasznie mi się tu spodobało. Bardzo ciekawie piszesz , wygląd bloga jest estetyczny. Na pewno muszę wpadać tu częściej :)
    Pozdrawiam,
    Youboost.pl

    OdpowiedzUsuń
  11. Kochana podziwiam Cię :) Jeśli sama do tego doszłaś to jesteś bardzo ogarniętą dziewczyną <3 Życzę Ci powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  12. Świetnie wyglądasz :)
    http://malwinabeczek.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Każdy jeden komentarz=wielka motywacja. Dziękuję bardzo!

-Weryfikacja obrazkowa wyłączona.